poniedziałek, 15 czerwiec 2020 05:31

Wrażliwy artysta czy człowiek pozbawiony uczuć? - Beksiński

Beksiński - wrażliwy artysta Beksiński - wrażliwy artysta

Malarz, rzeźbiarz, fotograf i rysownik, człowiek budzący kontrowersje – Zdzisław Beksiński. Na początku jego obrazy były przepełnione fantastyką, dopiero w latach 90. postanowił zmienić swój styl, pracując bardziej nad formą, harmonią i określonym porządkiem.

Pierwsze dzieła artysty miały charakter ekspresjonistyczny, ale kilka lat później Beksiński uznał je za niewarte pokazania szerszemu gronu odbiorców i zniszczył. W kolejnych latach ujawniły się prawdziwe cechy twórczości Beksińskiego. Artysta najbardziej kojarzy się z oniryzmem – ukazuje w swoich dziełach rzeczywistość na kształt snu, koszmaru sennego. Przedstawiają jego własne przeżycia, myśli, lęki i obsesje. Zdzisław skupiał się na pokazaniu bólu, cierpienia, męki, a nawet deformacji ludzkiego ciała. Obrazy Beksińskiego wpisują się w kierunek artystyczny ukształtowany we Francji charakteryzujący się niemożnością zinterpretowania świata za pomocą rozumu – mowa oczywiście o symbolizmie. Dzieła przeważnie nie mają tytułów, ponieważ artysta uznał, że prawidłowa interpretacja powinna toczyć się w duszy odbiorcy, a do tego nie są potrzebne żadne objaśnienia.

 

Biografia rodziny Beksińskich

W 2014 roku została wydana biografia autorstwa Magdaleny Grzebałkowskiej o rodzie Beksińskich pt.: „Beksińscy. Portret podwójny”, czyli portret Zdzisława i jego syna Tomasza. Ojciec – światowej sławy malarz, interesował się także rzeźbą oraz fotografią. Syn – Tomasz Beksiński, znany jako dziennikarz muzyczny, tłumacz języka angielskiego oraz filmów o Bondzie. Pasjonował się horrorami i wampirami, wiele razy próbował także popełnić samobójstwo. Jako nastolatek rozwiesił w rodzinnym mieście klepsydry o swojej śmierci.
Zdzisław i Tomasz kochali kulturę – chcieli odkrywać ją przez całe życie, byli samoukami. Cechował ich skrajny indywidualizm, a nawet egocentryzm. Dla nich najważniejsza była pasja, samorealizacja, wolność i autonomia. Nie liczyli się z opiniami krytyków – szydzili z nich, walczyli także z cenzurą. Zdzisław Beksiński był człowiekiem o silnym charakterze, nie był „łatwy” w kontaktach. Kiedy w związku z cenzurą zaproponowano, żeby zmienił tytuł dzieła, nie ukrywał poirytowania. Powiedział, że może napisać: „Tytuł dzieła usunięty przez cenzurę”. Jak później dowiadujemy się z książki Grzebałkowskiej udało wypracować się kompromis.
Jednak motywem przewodnim biografii nie jest wcale twórczość i sława Zdzisława czy trudne dzieciństwo Tomka. Co prawda autorka poświęca tym kwestiom sporo uwagi, ale na pierwszy plan wysuwają się relacje pomiędzy ojcem a synem. Beksiński senior był chłodny, zdystansowany w stosunku do swojego syna. Wielokrotnie przyznawał, że dzieci budzą w nim lęk, a nawet obrzydzenie. Małego Tomka nazywał „śliniącym się pulpetem” i z utęsknieniem czekał, aż dorośnie. Choć Tomek wychowywał się w pełnej rodzinie można się domyślać, że bardzo brakowało mu ciepła i miłości ze strony ojca. Jednak Beksiński starał się być kochającym ojcem i czynił starania, żeby zapewnić synowi lepszą przyszłość. Walczył z samym sobą, aby go samowolnie nie skrzywdzić. Nie mógł się jednak wyzbyć upodobania do samotności, był introwertykiem, nie dopuszczał nikogo naprawdę blisko. Próby zbudowania więzi rodzinnej kończyły się klęską.

Film o Beksińskich – „Ostatnia rodzina”

30 września 2016 roku na wielki ekran trafił film w reżyserii Jana Matuszyńskiego pt: „Ostatnia rodzina”. Film nie jest bynajmniej wytworem wyobraźni scenarzysty czy reżysera – wszystkie wydarzenia są udokumentowane i autentyczne.
W rolach głównych wystąpili: Andrzej Seweryn, Dawid Ogrodnik i Aleksandra Konieczna. Największe wyzwanie wziął na siebie Dawid Ogrodnik, który wcielił się w Tomasza Beksińskiego. Ta nadmierna siła wyrazu, nieustanna nerwowość, w istocie skrywa słabość i różnego rodzaju lęki. Mężczyzna nie radzi sobie z otaczającym go światem, jest nerwowy, ponadto impulsywny. Postać ta wyznacza bowiem tempo filmu: jest niezwykle ekspresywna, mówi w charakterystyczny sposób i nadmiernie gestykuluje.
Film nie ukazuje, nie wychwala osiągnięć artystycznych Beksińskich, co może budzić zaskoczenie odbiorców. Jan Matuszyński skupił się na pokazaniu emocji, rodzinnych relacji. Nie wiemy do końca, co było powodem, bądź co bądź, dziwnego zachowania Zdzisława i jego syna.
Niebagatelną rolę w filmie pełni muzyka, która jest czymś więcej niż tylko tłem, wypełnia życie głównych bohaterów. To jeden z niewielu detalów, który łączy Zdzisława i Tomasza.
Pisząc o rodzie Beksińskich, nie możemy zapomnieć o Zofii – żonie i matce, żyjącej pośród dwóch demonicznych postaci, kobiecie niezwykle silnej, a jednocześnie subtelnej i delikatnej. Smutne doświadczenia życiowe mogłyby uczynić ją kobietą na skraju załamania nerwowego, jednak jest największą ostoją rodziny – stara się zaprowadzić równowagę, harmonię, ład.
W „Ostatniej rodzinie” niektóre drastyczne sceny są bardzo realistyczne, a wręcz epatują brutalnością. To film, który pozostaje w pamięci na długo. Zmusza do wyciągnięcia wniosków, zastanowienia się nad własnym życiem, a także zachęca do bliższego poznania głównych bohaterów.
Tytuł dzieła możemy interpretować dwojako. Po pierwsze słowo „ostatnia” – w znaczeniu dosłownym – oznacza wyginięcie rodu Beksińskich po śmierci Zdzisława i Tomasza. Inna teoria sugeruje, że bohaterowie nie byli porządnymi, normalnymi ludźmi. Zatem „ostatnia” możemy utożsamiać ze słowem „najgorsza”.

Podobieństwa i różnice w książce i filmie

Co łączy, a co dzieli książkę Magdaleny Grzebałkowskiej oraz film Jana Matuszyńskiego? Obydwa dzieła pokazują życie znanego malarza i jego syna muzyka. W książce nie znajdziemy niemal nic na temat choroby, psychiki Tomka, gwałtownej emocjonalności. W jednym tylko rozdziale przeczytamy o pobycie młodego Beksińskiego w szpitalu. Film budzi większe kontrowersje, pokazuje stany duchowe bohaterów. W stereotyp wrażliwego artysty nie wpisuje się niestety Zdzisław, który przejęty jest jedynie własną twórczością. Myśląc tylko o obrazach, odsuwa na ostatni plan rodzinę. Nie liczy się z uczuciami innych osób – to największe i najtragiczniejsze przesłanie „Ostatniej rodziny”.

Czytany 447 razy

1 komentarz

  • Link do komentarza Kaki środa, 10 czerwiec 2020 08:43 napisane przez Kaki

    Przyznam, ze film rewelacja, a książki nie czytałem i pierwszy raz słysze o jej istnieniu.

Skomentuj

Upewnij się, że zostały wprowadzone wszystkie wymagane informacje oznaczone gwiazdką (*). Kod HTML jest niedozwolony.

Styl życia

  • 1